Miłość w czasie próby
Kochani…
Tak niedawno rozpoczynaliśmy Wielki Post posypując głowy popiołem. Zastanawialiśmy się wówczas jakie umartwienia i wyrzeczenia podjąć na ten pokutny czas. Nikt z nas wtedy nie przypuszczał, że samo życie nam je przyniesie. Umartwienia i wyrzeczenia przyszły szybko, wraz z tym trudnym doświadczeniem niebezpiecznej zarazy rozlewającej się na cały świat. Nie spostrzegliśmy się a Wielki Post powoli dobiega już końca. Zagrażająca nam epidemia tak nas zajęła, skoncentrowała na naszym krzyżu – na własnym lęku, cierpieniu, strachu przed grożącą chorobą czy śmiercią, że zaczęliśmy gubić perspektywę tajemnicy Krzyża Chrystusa, religijny wymiar Wielkiego Postu i własnego życia.
Dzisiaj częściej ustawiamy się w kolejce do apteki niż do konfesjonału, większą radość i nadzieję ocalenia daje nam lekarstwo zasugerowane przez sąsiadkę niż Krzyż Chrystusa, na który wskazuje Kościół jak kochająca Matka. Wszędzie mówimy o wirusie, który zaraża ciało, a przestajemy myśleć o wirusie, który w sposób niewidoczny, jakby na razie bez objawów, ale skutecznie trawi duszę. Chronimy się i zabezpieczamy przed koronawirusem, a zapominamy, że wszyscy chorujemy na śmiertelną chorobę – na grzech. Każdy z nas tym wirusem jest już zarażony.
Wchodzimy w Wielki Tydzień – w wielkie wydarzenia, wielkie tajemnice Boga i człowieka. Wielki Tydzień pyta nas: czy chcemy żyć wiarą, czy wiarę w Chrystusa, który umarł za nas na Krzyżu i zmartwychwstał dla naszego zbawienia, chcemy wybrać na nowo. Od piątej niedzieli Wielkiego Postu w kościołach zasłaniamy krzyż. W Wielki Piątek zostanie odsłonięty z uroczystym ogłoszeniem: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”. Odsłonimy tajemnicę Krzyża, aby zobaczyć w nim nie tylko cierpienie i śmierć Chrystusa, ale i Jego miłość do nas. Właśnie na krzyżu Jezus płaci za nas najwyższą cenę. Chce zapłacić Ojcu za nas Sobą, Swoim oddanym życiem.
To co zrobił Jezus na Golgocie jest szokujące, zamienił się z nami na miejsce, zajął miejsce na krzyżu za nas! Wcześniej zamienił się miejscem z Barabaszem – złoczyńca Barabasz został uwolniony a Jezusa skazano na śmierć. To znamienne i wymowne, Barabasz znaczy „syn ojca”. Dzięki temu, co czyni Jezus na krzyżu, my stajemy się dziećmi Ojca. Jezus zamienił się z nami na miejsce, wziął na siebie karę za nasz grzech, a nam daje miłość, którą ma od Ojca jako Syn.
Odsłaniać tajemnicę Krzyża to nie tylko zagłębiać się w mękę Chrystusa, ale odkrywać Jego miłość. Upodabniamy się do Niego nie dlatego, że cierpimy, ale przez to, że kochamy. Ufamy zatem, że cierpienie w naszym życiu będzie się stale zmniejszało, również to związane z epidemią. Wierzymy jednak, że miłość pozostanie i będzie coraz bardziej dojrzewała. Taka jest tajemnica Nieba i droga do niego. Prawdą jest, że Bóg nie działa tak jakbyśmy my oczekiwali i spodziewali się. Wiara pomaga nam więc zobaczyć, że jest On po naszej stronie, a Jezus przybity ludzkimi rękoma do krzyża, modli się za nami do Ojca.
Obecny czas przeżywamy jako nasze ogołocenie. Może nam się kojarzyć z izolacją i wieloma ograniczeniami. Postawiono nam dużo zakazów i granic. Nie możemy pójść do kościoła na Mszę św., nie możemy się spotykać z innymi, nie możemy się przywitać podając sobie rękę, nie możemy kogoś przytulić w braterskim geście. Życie nasze zostało wywrócone do góry nogami. Z drugiej strony stało się ono bardzo proste. Jest szansa, że zaczniemy nasze życie stawiać na nogach, jeśli oprzemy je o Krzyż Chrystusa. Przemiana naszego życia jest możliwa, gdy zaczniemy żyć tymi prawdami i tymi tajemnicami, za które Jezus oddał życie na krzyżu. Jezus wysłużył nam przecież życie swoją drogą krzyżową.
Dla wielu trudne są te obowiązujące nas dzisiaj zakazy wychodzenia z domu, ograniczenie poruszania się na zewnątrz. Może to jednak stać się okazją do wspólnego przebywania w domu, do umacniania i pogłębiania więzi rodzinnych. To może uczyć nas stałości i wierności. Tego wymagają więzy w rodzinie, w małżeństwie, nasze powołanie, wiara i nasza relacja z Bogiem. Wcale nie jest łatwe wytrwanie w stałości, szczególnie wtedy, gdy czas się wydłuża. Rodzi się wówczas napięcie i chęć rezygnacji. Dotyczy to obecnej sytuacji epidemii jak i całego naszego życia, gdzie musimy stale potwierdzać naszą wierność podjętym zobowiązaniom, przyjętym wartościom moralnym i społecznym. Można by nawet powiedzieć, że wszyscy jesteśmy powołani do stałości i wierności.
Nawrócenie, które jest ciągłą przemianą i przestawianiem naszego myślenia i działania, zawiera w sobie stałość i wierność – stałość i wierność podjętej drodze i decyzji, aby tej drogi pilnować i z niej nie zejść. Jezus nie zszedł z krzyża na Golgocie. Jego konanie na krzyżu, według relacji Ewangelii, trwało trzy godziny w strasznym cierpieniu z powodu bólu i duszenia się. Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że ostatecznie Jezus umarł, bo pękło Mu serce. Być wiernym w miłości aż do tego momentu!
Trud Wielkiego Postu i cały nasz wysiłek w codziennym życiu nie jest skierowany jedynie na to, by walczyć ze złem, z własnym grzechem, jak walczymy z wirusem. Jest ciągłym zmaganiem, by wejść w głęboką relację z Chrystusem, aby rozmiłować się w Bogu. Wielki Post ma prowadzić nas do pogłębienia więzi z Ojcem, który nas kocha. Być przeświadczonym, że Ojciec ze swoją miłością jest po naszej stronie, ale i mieć głębokie pragnienie, aby stale być po Jego stronie, po stronie Jego miłości.
W Triduum Paschalne, w tajemnicy Wieczernika, Golgoty i Wigilii Paschalnej, nikogo z Was w tym roku nie będzie na liturgii w kościele. To wielkie odarcie i ogołocenie dla Was i dla nas. Niech nas wszystkich to zaboli – zaboli bólem serca, bólem tęsknoty, bólem miłości. Taka jest droga do Poranka Wielkanocnego, droga Paschy – przejścia ze śmierci do życia, z lęku o siebie do miłości, która nie boi się rozdawać siebie, przejścia z ogołocenia, jakie powoduje grzech do obdarowania miłością Boga.
Chrystus, który daje Siebie w Wieczerniku i objawia Swoją miłość na krzyżu, czeka na Ciebie, by poprowadzić Cię drogą paschalną!
Wasi Duszpasterze

